Internet

Ukryj się przed Facebookiem i Google: najlepsze prywatne komunikatory internetowe

Użytkownicy Internetu i posiadacze telefonów mają do dyspozycji wiele różnych sposobów komunikacji – jednym z nich są komunikatory internetowe. Pozwalają one na przesyłanie natychmiastowych komunikatów pomiędzy dwoma lub większą liczbą użytkowników, a od poczty elektronicznej odróżnia je to, że widzimy, czy druga osoba jest obecna, dzięki czemu możemy prowadzić z nią bezpośrednią rozmowę. Nie wszystko jednak jest tak pięknie, jak może się wydawać – komunikatory internetowe najczęściej są darmowe, producenci nie przywiązują więc większej wagi do ich bezpieczeństwa i nie szyfrują odpowiednio wiadomości (co oznacza, że treść rozmowy przesyłana jest czystym tekstem), a co za tym idzie – prowadzone za ich pośrednictwem rozmowy mogą być przechwytywane lub podsłuchiwane.

Jeśli szukasz czegoś, co umożliwi ci zachowanie prywatności, zerknij tutaj – poniżej przedstawiamy listę aplikacji, dzięki którym prowadzone za pomocą komunikatora rozmowy pozostaną między tobą a twoim rozmówcą. Ma to szczególne znaczenie, kiedy przesyłasz ważne dane – nie pozwól, by trafiły one w ręce cyberprzestępcy albo wielkich korporacji!

  1. Telegram Messenger

Główną funkcją Telegramu jest wysyłanie i odbiór wiadomości tekstowych, ale za jego pośrednictwem prześlemy także zdjęcia i pliki oraz nagrane pliki dźwiękowe. Wiadomości są szyfrowane, a nasza identyfikacja następuje za pomocą numeru telefonu – dzięki temu widzimy od razu, którzy spośród naszych znajomych z książki telefonicznej korzystają już z tej aplikacji. Jego dodatkową zaletą jest to, że pozwala na ustalenie czasu, po którym przesyłane wiadomości ulegną samoistnemu usunięciu. Warto także dodać, że żadne z szyfrowanych rozmów nie są przechowywane na serwerach Telegramu.

  1. Signal Private Messenger

Ta aplikacja – poza podwyższonym poziomem bezpieczeństwa konwersacji – wyróżnia się dodatkową zaletą: możliwością przesyłania zaszyfrowanej wiadomości na numer telefonu, który nie należy do usługi. Żadne z zaszyfrowanych rozmów nie pozostają na serwerze Signala. Podobnie jak w przypadku Telegramu, jesteśmy identyfikowani za pomocą numeru telefonu.

  1. Wickr

Szyfrowanie rozmów plus funkcja niszczarki, która usuwa wiadomości po upływie określonego czasu zapewniają swobodną, bezpieczną rozmowę. Aplikacja umożliwia przesyłanie wiadomości tekstowych, zdjęć i załączników.

  1. ChatSecure

Dla twórców tej aplikacji absolutnym priorytetem było bezpieczeństwo – dlatego w tym przypadku nie musimy udostępniać żadnych danych osobowych, a jeżeli chcemy, możemy korzystać z niej na własnym serwerze – wtedy staje się dla nas jedynie aplikacją kliencką.

To tylko cztery komunikatory, które umożliwią ci swobodną rozmowę ze znajomymi i rodziną – ale w żadnym wypadku nie jedyne. W tej chwili obserwujemy prawdziwy wysyp tego typu aplikacji, jest więc w czym przebierać! Jeśli wszystko to dźwięczy jako fantyska z książek i trochę cię straszy, to klinkij tutaj aby znaleźć sobie sekundę spokoju. Gry hazardowe online są dobrym sposobem na relaks. Jednak jeśli obawiasz się, że Wielki Brat, albo raczej któraś z wielkich korporacji, cię obserwuje, rozejrzyj się za aplikacją, która szyfruje rozmowy – i wybierz np. jedną z opisanych wyżej.

Snapchat versus Instagram i Messenger – czy wprowadzenie tej samej funkcjonalności uśmierci Snapchata?

Na początku sierpnia ubiegłego roku pojawiła się długo wyczekiwana aktualizacja Instagrama, znana jako „Instagram Stories”. Funkcja ta praktycznie nie różni się od tego, co oferuje Snapchat i przez to stała się przedmiotem debaty czy serwis ten przegra w walce z Instagramem o rząd dusz. 

Nawiasem mówiąc, sam prezes Instagrama, Kevin Systrom przyznaje, że ta funkcja jest plagiatem Snapchata i liczy, że dzięki niej uda się przejąć aktywnych użytkowników konkurencyjnego serwisu, których obecnie jest 30 milionów.

Co jednak do powiedzenia mają w tej kwestii sami użytkownicy? W chwili obecnej mają do dyspozycji dwie, a nawet trzy aplikacje (wliczając Messenger Day), które zajmują pamięć ich telefonów, a funkcjonalnie różniące się w minimalnym stopniu. Zarówno Snapchat jak i Instagram celują w grupę młodych millenialsów (12-25 lat). Róznica polega na tym, że Snapchat od początku obrał sobie ich za cel, Instagram z kolei, lepiej komunikował się z osobami powyżej 24 roku życia i próbuje obecnie wypełnić lukę kalkując swojego konkurenta.

Badania przeprowadzone na grupie 30 tysięcy użytkowników obu aplikacji pokazały, że dwie trzecie użytkowników woli pozostać przy Snapchacie. W dużej mierze serwis ten zaskarbił sobie grono najmłodszych użytkowników, mówi ich językiem, a oni sami twierdzą, że większość ich znajomych ma konto na Snapchacie, podczas gdy na Instagramie już niekoniecznie. Dochodzi do tego kwestia funkcji dodatkowych – „filtrów”, które pozwalają nałożyć na sylwetki nagrywanych osób zabawne, kreskówkowe motywy oraz geotagowania. Opcje te szczególnie przypadły do gustu młodym użytkownikom Snapchata, gdyż są wskazywane, jako główna przewaga serwisu nad konkurencją.

Snapchat dodatkowo uważany jest za lepszą aplikację, jeśli chodzi o robienie tzw. „selfie”. Według jego użytkowników, funkcje filtra pozwalają upiększyć twarz w takim samym stopniu, jak gdyby poddać nasze zdjęcie profesjonalnej obróbce w Photoshopie. Możliwość podziału znajomych na grupy jest dodatkowym i pożądanym narzędziem pozwalającym na kontrolę prywatności. Dzięki temu możemy pozwolić sobie na publikację szalonych scen z klubu, bez ryzyka szafowania wizerunkiem po całym internecie.

Jak widać, Snapchatowi udało się zbudować rzeszę ambasadorów, co poważnie umocniło jego pozycję w obliczu konkurencji. Choć obrana przez niego grupa docelowa uważana jest za kapryśną, szereg funkcji skrojonych na miarę millenialsów odróżnia ten serwis od pozostałych i gwarantuje mu grono stałych użytkowników. Wygląda na to, że obie marki wyrabiają sobie odrębne nisze, choć nigdy nie wiadomo, kto jak daleko się posunie, chcąc pozyskać fragment należący do przeciwnika. W związku z tym, że nie zaobserwowano jeszcze znaczącej migracji pomiędzy serwisami, za wcześnie jest, aby wieszczyć rychły koniec Snapchata. Z pewnością walka między Dawidem a Goliatem dopiero się rozpoczyna. Miejmy nadzieję, że będzie się odbywać z korzyścią dla użytkownika końcowego, licząc, że serwisy będą oferować coraz ciekawsze funkcje i stosownie wyższy standard i komfort korzystania z obu aplikacji.

Nowe funkcje Twittera – walka z nękaniem, troliingiem i mową nienawiści

Podczas niedawnej konferencji przedstawiciele Twittera ogłosili, że rozszerzają zakres działań mających na celu ochronę swoich użytkowników przed nękaniem – miedzy innymi dzięki zapobieganiu tworzeniu nowych kont przez zbanowanych użytkowników oraz nowej metodzie „bezpiecznego wyszukiwania”.

Zjawisko masowego publikowania nienawistnych treści w sieci przybiera z roku na rok coraz większą siłę. Stało się narzędziem w „brudnym marketingu”, a stosowanie płatnego trollingu jest przypisywane partiom politycznym i obcym wywiadom. Dla niektórych, negatywnie zabarwione treści są środkiem do osiągnięcia sieciowej popularności. W lipcu Twitter zbanował konto należące do prawicowo-konserwatywnego prowokatora, Milo Yianopolusa, wydawcy portalu Bretibart News. Powodem był „udział lub podżeganie do ukierunkowanego prześladowania osób”. Twitter kolejno zawieszał konta innych „ciemnych gwiazd” internetu, reprezentujących tzw. „ruch alt-right”, będącym mieszanką rasizmu, nacjonalizmu, ksenofobii i mizoginii. Ograniczenia nie dotyczą jedynie osób o poglądach skrajnie prawicowych. Wcześniej Twitter ogłosił, że zablokował około 360 000 kont w związku z promowaniem terroryzmu i ekstremizmu, ale według przedstawicieli, sytuacja ta nie ma związku z nowym zwrotem w polityce firmy.

Twitter od czasu powstania zmaga się z nierozwiązanym problemem zwalczania nienawistnych treści pojawiających się w serwisie. Z jednej strony pragnie on zachować opinię medium wolnego słowa, a z drugiej na różne sposoby próbuje chronić przed nimi swoich użytkowników.

Serwis społecznościowy wprowadza również funkcję “bezpiecznego wyszukiwania”, która usuwa z wyników wyszukiwarki tweety o treściach potencjalnie wrażliwych, jak również te pochodzące z kont zablokowanych I “wyciszonych”. Treści mimo to nadal są zachowane, ale nie będą się pojawiać w odpowiedzi na zapytanie użytkowników. Dodatkowo, niektóre odpowiedzi użytkowników uznane za mniej związane z tematem, będą mniej widoczne w konwersacjach.

Mowa nienawiści i promocja przemocy od dawna były zakazana w takich serwisach, jak Twitter czy Facebook. Jednakże uaktywnienie się tego typu treści w trakcie amerykańskiej kampanii prezydenckiej skłoniło przedstawicieli mediów społecznościowych do potraktowania tematu priorytetowo. Ma to związek z masowym pojawianiem się profili tworzonych celowo pod kątem trollingu i rozrost treści z gatunku „alt-right”.

Eksperci zarzucają serwisom brak rozwiązań na poziomie algorytmów I zbyt mocne poleganie na samych użytkownikach, jako partnerach w moderacji treści. Trudno jednak oczekiwać, aby poświęcali oni swoją znaczną część czasu online na tropienie treści niezgodnych z polityką dopuszczalnego użycia i zgłaszali je do administratorów. Frustrację dodatkowo budzi fakt, że decyzje o usuwaniu treści podejmowane są zbyt arbitralnie i w oparciu o przekonania osoby znajdującej się po drugiej stronie ekranu. Serwisy też niechętnie reagują na pojedyncze zgłoszenia, czekając, aż sygnałów pojawi się więcej.

Mowa nienawiści w sieci to obecnie największy problem, z jakim borykają się zarówno użytkownicy mediów społecznościowych, jak I ich zarządcy.